Recenzje

Tom Clancy’s The Division – (nie)recenzja gry w 2019 roku

Gdy na rynku debiutowało Tom Clancy’s The Division, konsole tej generacji wchodziły w swój najlepszy czas. Gracze nie buntowali się jeszcze przeciwko lootboksom, a Ubisoft jeszcze zlizywał rany po fatalnie przyjętym dwa lata wcześniej Assassin’s Creed Unity. Wtedy jeszcze  francuska firma nie cieszyła się tak dobrą opinią, jak dzisiaj, więc i ciężej było o serca graczy.

Z pierwszym The Division od samego początku było mi nie po drodze. Co prawda zapowiedź gry na E3 była interesująca, głównie za sprawą miejsca akcji i klimatu rozgrywki, ale gdy już miałem okazję pierwszy raz zagrać w zamkniętej becie, odechciało mi się w ogóle myśleć o graniu w ten tytuł. Miałem to swego czasu recenzować, ale odpuściłem. I nie żałowałem, bo opinie graczy nie były zbyt dobre. Gąbczaści przeciwnicy, mnóstwo błędów, nudzące się po godzinie aktywności w grze i praktycznie zerowa zawartość po zakończeniu nijakiego wątku fabularnego. Gra de facto broniła się tylko klimatem, ale to nie przeszkodziło jej sprzedać się fantastycznie. Cóż, nie od dziś wiadomo, że internetowe komentarze jedno, a sprzedaż gier co innego.

Tom Clancy's The Division™_20190119144858

Sukces gry pozwolił ekipie deweloperskiej w spokoju łatać grę i uzupełniać o brakującą zawartość. Zarówno za darmo w formie aktualizacji, jak i poprzez płatne dodatki, które sprzedawano samodzielnie, a także z przepustką sezonową w formie jednego, nieco tańszego zestawu. Jak wyglądało popremierowe wsparcie?

Aktualizacja 1.1

  • Inkursje
  • Zestawy przedmiotów
  • Opcję wymiany między graczami
  • Codzienne i tygodniowe wyzwania
  • Zrzuty w mrocznej strefie

Aktualizacja 1.2

  • Nowa Inkursja
  • Nowe zestawy przedmiotów
  • Zadania z HVT i misjami S&D
  • Opcję zajumania ładunku w Mrocznej strefie
  • Nowe wyzwania ISAC

Aktualizacja 1.3

  • DLC Podziemia (nowe misje fabularne w Podziemiach Nowego Jorku)
  • Nowa Inkursja
  • Nowe przedmioty i zestawy przedmiotów
  • Heroiczny poziom trudności

Aktualizacja 1.4

  • Poziomy świata, mające wpływ na poziom przeciwników i przedmioty, jakie dostajemy
  • Poprawki w interfejsie
  • Sporo zmian w balansie gry, w tym krótsze TTK

Aktualizacja 1.5

  • DLC Przetrwanie (nowy tryb, w którym musimy przetrwać)
  • Dodano 5 poziom świata
  • Kolejne zmiany w balansie gry i nagrodach

Aktualizacja 1.6

  • DLC Ostatni Bastion (nowy tryb PvP z elementami PvE)
  • Rozbudowano Mroczną strefę, dodając nowe strefy i ranking
  • Nowe wydarzenia świata
  • Legendarny poziom trudności
  • Nowe przedmioty kosmetyczne
  • Zmiany i balans w grze

Aktualizacja 1.7

  • Dodano globalne wydarzenia
  • Pojawiły się naszywki, które dostajemy po spełnieniu wyzwań
  • Kolejne zmiany w balansie gry
  • Nowe przedmioty
  • Nowe opcje w zestawach

Aktualizacja 1.8

  • Dodano nową strefę – West Side Pier
  • Nowe tryby gry – Potyczka i Opór
  • przebudowany system Rogue w Mrocznej strefie
  • Optymalizacja przedmiotów
  • Nowe przedmioty
  • Nowa zawartość w strefach z DLC

Więcej i dokładniej o zmianach przeczytacie m.in. tutaj.

Zapytacie, po co to piszę. By pokazać, że w ciągu roku gra znacząco się rozrosła i jeśli ktoś nie kupował DLC, tak jak ja, to i tak dostawał praktycznie dwa razy więcej zawartości, a i sama rozgrywka zmieniła się na plus, przekonując nawet takich sceptyków jak ja. Oczywiście po drodze były mniejsze łatki, a po 1.8 pojawiły się dwie kolejne, które przygotowywały graczy na nadejście The Division 2, w które gra teraz pół świata (i ja przy okazji, więc jeśli będzie choć jedna osoba chętna, to skrobnę swoje wrażenia).

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

The Division w 2019 roku można uznać za grę kompletną, z którą spędziłem prawie 50 godzin, bawiąc się nawet dobrze, o ile pominę szukanie znajdziek do platyny. Te na szczęście są zrobione z sensem. Każda z nich opowiada jakąś historię sprzed (lub w trakcie trwania) epidemii, mówi nam więcej o anonimowych ludziach, jak i postaciach mających znaczenie fabularne. Męczące jest po prostu ich szukanie, biegając po sporej mapie. Bo Manhattan, zwłaszcza po tych wszystkich łatkach i dodatkach jest ogromny. Nie tak jak dzisiejsze gry z otwartym światem Ubisoftu, ale w swojej kategorii imponuje.

Tak jak klimat. Design gry zachwycił mnie przy zapowiedzi i zachwyca nadal. O ile za dnia, w normalnej pogodzie gra wygląda po prostu w porządku, jednak gdy zapadnie zmrok, zacznie padać  śnieg lub dostaniemy mgłę, to The Division pokazuje pazur i robi się jedną z najbardziej klimatycznych gier ostatnich lat. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że gra jest mocno sterylna i nie oferuje zbyt wiele w kwestii zniszczalności otoczenia. Na to da się jednak przymknąć oko.

Mając na uwadze, że The Division mocno aspirowało do miana RPG-a, to elementy tego gatunku w większej mierze wypadają tak sobie. Progres oparto na ekwipunku, spychając na drugi, może nawet na trzeci plan rozwój naszego bohatera. Jasne, zbieramy PD, kolejne poziomy, ale to pozwala jedynie na noszenie lepszego sprzętu czy odblokowanie kolejnych slotów na pasywne umiejętności. Nawet podstawowe statystyki pokroju życia czy siły są poprawiane przez sprzęt, który zbieramy. Z jednej strony rozumiem podejście Ubisoftu, nie chcieli odstraszać casualowych graczy chcących sobie postrzelać w grupie znajomych. Z drugiej — trochę bolał mnie niewykorzystany potencjał (co w sumie Massive naprawiło w kontynuacji, ale częściowo).

Strzelanie w Dywizji również jest takie sobie. Największym problemem są gąbczaści przeciwnicy, w których czasami ładujemy kilka minut tony amunicji, tylko po to, by ze smutkiem zauważyć, że zdjęliśmy im dopiero połowę punktów życia. Mimo tylu aktualizacji gry zauważyłem też, że balans nadal kuleje i przykładowe SMG jest znacznie lepsze niż zwyczajne karabiny, którymi akurat grało mi się najlepiej. The Division w temacie samych przedmiotów się jednak broni. Mamy ich mnóstwo, z różnymi modyfikatorami, pozwalając nam powoli budować build postaci pod siebie. Gra nagradza nas hojnie tymi rzadszymi i z zestawu, zwłaszcza na wyższych poziomach świata po ukończeniu gry. Uczciwie jednak przyznaję, że większość to śmieci i żeby wypadło nam faktycznie coś, co nas interesuje, to trzeba mieć kupę szczęścia i jeszcze więcej czasu na powtarzanie tych samych czynności.

Tom Clancy's The Division™_20190205194039.jpg

The Division to także (a dla niektórych głównie) Mroczne Strefy. Zamknięte miejsca, w których strzelamy się na zasadach PvPvE, choć  aktualnie to głównie jest PvP trwające parę sekund. W DZ pobiegałem chwilę, tyle ile musiałem, by wbić platynę. Mimo że w strefach znaleźć można najlepszy sprzęt, to jednak w moim odczuciu szkoda było czasu ponad ten wymagany, by uciekać przed grasującymi grupami dopakowanych na maksa graczami. Jasne, sam sobie jestem winien i nie powinienem tak długo zwlekać z odpaleniem gry, więc pretensję mogę mieć tylko do siebie. Nie będę mydlił oczu, że aktualnie wejście do DZ jakkolwiek przypomina spokojną grę. To raczej przywiązanie sobie do majtek zakrwawionego mięsa i wskoczenie do basenu z piraniami. Pozostaje życzyć powodzenia.

Ostatecznie, już po premierze The Division 2, nie za bardzo widzę sens grania w jedynkę. Kontynuacja poprawiła większość bolączek pierwszej odsłony. Strzela się trochę lepiej, przeciwnicy nie są aż takimi gąbkami (ale są nimi nadal) na amunicję, a i rozwój naszej postaci skręcił ciut mocniej w kierunku RPG-a. Za jedynką przemawia głównie bardzo niska cena w stosunku do zawartości gry oraz… śnieżny klimat.

 

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s