Recenzje

Demon Gaze (PS Vita) – recenzja

Zdarzyło Wam się kiedyś kupić na atrakcyjnej promocji kilka gier i wśród nich znalazły się takie, w które nigdy nie zagraliście i dawno już o nich zapomnieliście? Tak właśnie rośnie kupka wstydu — zmora prawie każdego gracza. Demon Gaze odkopałem po latach — ot po prostu naszła mnie ochota na dungeon crawlera.

DG04

Włóczenie się po lochach świetnie sprawdza się na handheldach, co udowodniła znana seria od Atlusa — Etrian Odyssey wydana na konsole przenośne Nintendo. Na Vitę też jest z czego wybierać (Dungeon Travelers 2, Stranger of Sword City, Operation Abyss, Mary Skelter ).

W produkcji studia Experience wydanej przez Kadokawa Games gracz wciela w tytułowego Demon Gazera – posiadającego zdolność przejęcia władzy na demonami. Trafia on do rezydencji atrakcyjnej Fran i od tego momentu zaczynają się kłopoty. Fabuła nie jest mocną stroną tej produkcji, wiele rzeczy można przewidzieć, chociaż zdarzają się „momenty”, zwroty akcji, które motywują do dalszej eksploracji okolic opanowanych przez demony.

Demon Gaze to klasyczny dungeon crawler, na początku wybieramy wygląd bohatera i w miarę postępów w grze rozbudowujemy naszą drużynę do maksymalnie 5 osób. Awansowanie na kolejny poziom równoznaczne jest z przydzieleniem punktów na określone cechy. Levelowanie daje też z czasem dostęp do specjalnych umiejętności i nie byłoby tutaj niczego odkrywczego, gdyby nie wspomniane demony. Pokonanie takiego bossa daje nam nad nim kontrolę i taki posłuszny demon staje się niezwykle pomocny w walce z potężniejszymi przeciwnikami. Ponadto posiadanie takiego „pomocnika” daje różnorakie bonusy jak np. bezpieczne poruszanie się po obszarach z ulatniającymi się, trującymi gazami, gorącą lawą, ostrymi kolcami czy nawet odkrywanie ukrytych przejść. Aby nie było zbyt łatwo, gracz musi cały czas kontrolować swojego demona podczas walki i w odpowiednim momencie go „zamknąć”, aby ten nie wpadł w furię i zamiast przeciwników wykosił naszą drużynę.

W bardzo interesujący sposób rozwiązano zdobywanie nowego ekwipunku. Każdy dungeon posiada kręgi kontrolowane przez demony. Przejęcie kontroli nad tymi kręgami nie tylko umożliwia zapis gry, ale oferuje możliwość zdobycia unikalnych, potężnych broni. Każdy krąg ma miejsce na specjalne kamienie, które możemy zdobyć lub kupić w sklepie. Wypełniając krąg kamieniami np. z symbolem tarczy, mamy szansę na zdobycie właśnie takiego rodzaju ekwipunku. Rozgrywkę urozmaicają też artefakty pozwalające przejąć umiejętności innych klas, co staje się kluczowe pod koniec gry, gdzie bez dobrej strategii i ekwipunku zginiemy w pierwszej turze.

DG01

Jak to w japońskich dungeon-crawlerach bywa, nie obejdzie się bez grindu. Zdobywanie tych najlepszych broni w grze to w zasadzie kwestia szczęścia, którego przyznam, mi nie zabrakło i w miarę szybko udało mi się zdobyć legendarne dwa miecze (Muramasa), za które dostajemy trofea. Jeśli jesteśmy już przy pucharkach, to dobra wiadomość dla łowców platyn. Gra nie ma trofeów typu missable, więc spokojnie, bez stresu, że o czymś zapomnimy, możemy delektować się rozgrywką. Przerwy pomiędzy wyczerpującymi starciami z demonami wypełnia relaksujący fanserwis, który w tej produkcji został zaserwowany w rozsądnych proporcjach. Jest trochę sprośnych tekstów, cycków i zabawne wątki zbieracko-poboczne, które może niewiele wnoszą do fabuły, ale na swój sposób pozwalają polubić zamieszkujące rezydencję postacie. Jest wśród nich perwersyjna kocia pokojówka, ekscentryczny elf czy mieszkająca w piwnicy i śpiąca w trumnie młoda uzdrowicielka.

Na pierwszy rzut oka oprawa graficzna nie przyciąga i będą mieli rację ci, którzy stwierdzą, że nawet odpycha niskim budżetem. Eksplorowanie dungeonów może wydawać się monotonne. Jest to poniekąd też cecha dungeon crawlerów, gdzie sceneria nie zmienia się zbyt często. Większość obszarów jest pusta, przeciwników widzimy dopiero na ekranie walki. Animacja jest szczątkowa, głównie efekty czarów i uderzeń. Przyzwoicie prezentują się natomiast sylwetki 2D postaci podczas dialogów i statyczne obrazki towarzyszące kluczowym wydarzeniom oraz niektóre projekty demonów – szczególnie te w trybie rage. Podczas rozgrywki wpadło mi w ucho kilka utworów, większość z nich jest z kobiecym wokalem, klimatyczne są chórki w pałacu pod koniec gry.

Gdy spojrzałem na licznik spędzonych godzin w grze, to wyszło ich ponad 70. Co sprawiło więc, że spędziłem tyle czasu z przeciętnym na pierwszy rzut oka dungeon crawlerem ? Platyna (to też, he he), ale największą frajdę sprawiło mi post-game. Kiedy zdołamy ukończyć główny wątek fabularny, dostajemy dostęp do nowych dungeonów, w których czekają na nas bardzo wymagający bossowie. Jest tutaj dużo zabawy z kombinowaniem z artefaktami, poszukiwaniem nowych potężnych broni i połączeniem tego w taki sposób, aby stworzyć drużynę niepokonanych niszczatorów. Udało mi się przykładowo zdobyć bardzo rzadki artefakt God’s Arms, dzięki któremu zniesione zostało ograniczenie odnośnie do broni oburęcznej i w rezultacie mój wojownik mógł dzierżyć dwa potężne, oburęczne miecze naraz. Ważna jest też kwestia doboru demonów, najwięcej możemy zabrać ze sobą trzech z podstawowej dziesiątki. Dla masochistów przewidziano jeszcze wyższe poziomy trudności, więc wyzwania na pewno w Demon Gaze nie brakuje i to jest chyba największa zaleta tej produkcji. Gra na tyle zdobyła uznanie wśród graczy, że wydano sequel w 2017 roku. Jeśli więc uwielbiasz dungeon crawlery, przyprawione pikantnym fanserwisem, niestraszny ci mozolny grind i wymagający bossowie — stań się Demon Gazerem i spójrz demonom głęboko w oczy.

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s