Recenzje

Astral Chain (Switch) – recenzja gry

Witaj w Neuronie rekrucie! Jesteśmy elitarną jednostką policji i ostatnią nadzieją ludzkości w starciu z tajemniczymi Chimerami. Istotami z innego wymiaru, które mocno przetrzepały gatunek ludzki, spychając resztkę homo sapiens do ostatniego bastionu. Sytuacja jest dramatyczna, lecz nie beznadziejna! Wszak mamy Ciebie – niemego protagonistę zdolnego synchronizować się z Legionem i odeprzeć śmiertelne zagrożenie w myśl zasady „ogień zwalczać ogniem”. Bierz broń i ruszaj na plac boju, bo nie mam czasu do stracenia.

EG1qsTiVUAA6cCL

Astral Chain, czyli najmłodsze dziecko jednej z moich ulubionych ekip branży, studia znanego poniekąd jako „wyrzutki Capcomu”. Ich twórczość cenię od wielu lat, jeszcze zza czasów, gdy większość zespołu wchodziła w skład wspomnianej japońskiej legendy. PlatinumGames już raz sprzedało mi konsolę Nintendo za sprawą genialnego The Wonderful 101 i świetnej Bayonetty 2. Teraz zrobiło to ponownie, dedykując swe najnowsze dzieło hybrydowej konsoli Nintendo Switch. Czy tym razem również „siadło” i moje bezgraniczne zaufanie nie zostało zachwiane? Średnio na jeża bym powiedział.

Zacznijmy od tego, że za Astral Chain w gruncie rzeczy odpowiada świeża krew, która otrzymała szansę wykazania się. Całość oczywiście nadzorował sam Hideki Kamiya, czyli jeden z najcharyzmatyczniejszych japońskich twórców gier. Pomimo jego obecności czuć, że to lekkie tchnienie świeżego oddechu. Czy też, mimo że tytuł nie odbiega znacząco od dotychczasowego portfolio PlatinumGames. W dalszym ciągu to szalenie efektowna gra akcji, gdzie główne danie oraz fundament stanowi satysfakcjonująca, a przy tym widowiskowa walka. Studio niejednokrotnie potwierdziło, że właśnie w tej formule czuje się najlepiej i nie zamierza rezygnować z dotychczasowych przyzwyczajeń. Nie oznacza to jednak odcinania kuponów, bo na paru płaszczyznach Astral Chains eksperymentuje z trzonem, oddając do naszej dyspozycji Legiony uwięzione na tytułowym łańcuchu. Jak to się sprawdza w praktyce?

Sterujemy dwiema postaciami jednocześnie, mamy pełną swobodę poruszania się zarówno głównym bohaterem, jak i towarzyszącym mu Legionem. Kluczem do sukcesu jest wykorzystanie szerokich opcji, jakie oferuje system walki. Poza standardowym uzbrojeniem wykorzystujemy astralny łańcuch (głównie do wiązania przeciwników i wykonywania doskoków) oraz gamę umiejętności naszych swoistych chowańców. Wykonujemy i łączymy ataki jako człowiek, posyłamy Legiona w określone miejsce, kontrolujemy pole walki i dbamy o defensywę poprzez uniki. Przy tym zmieniamy w locie uzbrojenie i dostępnych towarzyszy. Brzmi skomplikowanie?

Spokojnie, nie jest tak ciężko, jak wygląda na papierze. System walki w gruncie rzeczy jest mocno zautomatyzowany. Chociaż gra faktycznie wykorzystuje naszą wielozadaniowość, to wiele czynności „robi sama”. Combosów jest niewiele, a Legion walczy w gruncie rzeczy sam – my jedynie co jakiś czas odpalamy ataki specjalne, korygujemy jego akcje i co najwyżej robimy szybką podmianę. Nie brakuje też elementów RPG wraz z drzewkiem umiejętności dla każdego z posiadanych przez nas Pokemonów Legionów, ale jest on na tyle liniowy i standardowy, że nie ma w zasadzie, o czym pisać.

EGcWgZeU8AAgfum

Jeśli chodzi o walkę, to muszę przyznać, że zostałem średnio zaspokojony. Ach! Lawirowałem niejednokrotnie pomiędzy szczerym i autentycznym zachwytem a sporym rozczarowaniem. Ambiwalentne odczucia nie biorą się znikąd. Rozgrywka Astral Chain jest po prostu koszmarnie nierówna! Wspomniane zautomatyzowanie walki po paru godzinach ujawnia, że system nie ma tak dużo do zaoferowania, jak początkowo obiecuje. Nie pomaga fakt, że większość pojedynków toczy się w obcym wymiarze, który wygląda niczym lokacja złożona z gołych polygonów – zabieg artystyczny początkowo przyciągający wzrok, ale po czasie męczy i nudzi.

Nie będę jednak narzekał na walkę. Choć nie zostałem w pełni usatysfakcjonowany, to przyznaję, że to najlepsza składowa część całej gry. Tytuł wymusza na nas zmianę przyzwyczajeń i dostosowanie do licznych przeciwników stosujących odmienne taktyki. Jest więc naprawdę ciekawie. Szkoda tylko, że nie jest jej aż tak dużo, jakby mogło się wydawać. Ba! Mam wrażenie, że przez lwią część czasu spędzonego z Astral Chain robiłem wszystko, tylko nie walczyłem i to jest mój główny zarzut. Zwłaszcza że aktywność okołopojedynkowa niemiłosiernie ssie i można ją sprowadzić do nudnego biegania bez celu.

EGcWgZnVUAETCY4

Autorzy poszli w ilość, totalnie olewając jakość. Mamy więc fajny trzon walki, który postanowili urozmaicić zadaniami pobocznymi. Fatalnymi trzeba dodać. Jako członek Neuronu będziemy pomagać regionalnej ludności. Absolutnie każda misja to jeden i ten sam schemat – idź, znajdź coś, zbadaj lub pokonaj. Treść w zasadzie nie istnieje, więc nie nastawiajcie się na jakieś rozbudowane miniscenariusze. No, w formie humorystycznej musimy też przenosić lody lub pudełka i uważać, by nam nie spadły. Latanie i zaliczanie kilkadziesiąt tego typu zadań przypomina przykry i denerwujący obowiązek. Stereotypowe fetch-questy, które sprawdzały się… w grach MMO z 2003 roku.

Na domiar złego gra usilnie stara się opowiedzieć historię. Historia? Jaka historia! Scenariusz Astral Chain jest komicznie słaby, a w wielu momentach niemiłosiernie głupi. Samo w sobie nie jest to dla mnie w najmniejszym stopniu problemem. Jest to ostatnia gra, od której oczekiwałbym angażującej fabuły. PlatinumGames przez większość czasu fundowało graczom opowieści co najwyżej średniego polotu, ale ZAWSZE wrzucała w ich środek charyzmatyczne i totalnie przerysowane postacie. Kreacje zapadające w pamięć z powodu kiczu, wzajemnej interakcji, poczucia humoru lub za sprawą innych, silnie zaakcentowanych cech.

EHJoMOoUUAEGsvj

O bohaterach z ich z najnowszej gry powiedzieć nie da się w zasadzie nic. Są do bólu bezpłciowi i nijacy do takiego stopnia, że trudno spamiętać ich imiona. Reprezentują co najwyżej słabe i do bólu wymęczone archetypy z trzecioligowego anime dla nastolatków. Uczuleni na podobne klimaty będą cierpieć katusze, próbując z powagą śledzić to, co dzieje się na ekranie. Mógłbym to bez problemu przeboleć, gdyby nie fakt, że gra niemalże na siłę próbuję nam wepchnąć rozwleczoną opowieść. Dużo tutaj słuchania dialogów, rozmów i podziwiania, jak nasz niemy protagonista ignoruje rozmówców, gapiąc się nieskalanym inteligencją spojrzeniem w przestrzeń.

Pora skończyć z narzekaniem i wrócić do rzeczy, które zadziałały i mnie zachwyciły. Przede wszystkim muzyka, tutaj kompozycje Satoshi Igarashiego dosłownie skradły moje serce. Ścieżka dźwiękowa wpada w ucho i z wielką przyjemnością słucha się jej poza grą. Elektroniczne kawałki super potęgują cybernetyczny klimat futurystycznych miast. Motywy bitewne pompują adrenalinę, a kiedy dochodzi do momentów kulminacyjnych, to od razu słychać to w warstwie dźwiękowej. Idealnie wstrzelono się w atmosferę gry i jest to jeden z moich growych soundtracków roku.

Astral Chain wygląda do tego prześlicznie, wręcz olśniewająco, jeśli ograniczymy się do standardów Switcha. Piękne efekty cząsteczkowe z przeciwników dematerializujących się na naszych oczach. Cudnie i pieczołowicie zaprojektowane lokacje pełne najrozmaitszych detali oraz postacie prosto spod kreski uznanego mangaki (Masakazu Katsura), których stylistyka anime maskuje wszelkie techniczne braki. Przyjemne dla oka są również wszechobecne efekty świetlne i rozbłyski towarzyszące atakom, czy te emitowane przez gęsto rozmieszczone ekrany i neony. Absolutna czołówka na konsoli Nintendo. Wspomniany przepych graficzny został okupiony paroma ustępstwami i ograniczeniami.

Najistotniejszym jest zablokowanie framerate’u na 30 klatkach animacji na sekundę. Do tego zdarzają się co jakiś spadki przy większej rozrubie – niezależnie od tego, czy konsola siedzi w doku. Niepełne 30 klatek czuć w rozgrywce. Gra reaguje zauważalnie wolniej i traci przez to na dynamice, którą twórcy maskują efekciarstwem. Druga kwestia to dynamiczna rozdziałka, czyli stały element produkcji na Switcha. Odczujemy to głównie w trybie przenośnym, gdzie ostatnie etapy potrafią miejscami prezentować się niczym produkcja z PSP. Uważam jednak, że to koniecznie kompromisy i efekt końcowy jest więcej niż zadowalający – technicznie Astral Chains to w zasadzie pierwsza liga i nie można się do niczego przyczepić.

astral-chain-8

Astral Chain to idealny przykład przerostu formy nad treścią. Tytuł za bardzo zbaczający z tematu. Gra nierówna z ciekawymi przebłyskami i gigantycznym potencjałem na niesamowitą kontynuację. Teraz jednak mam z nią więcej negatywnych wspomnień. Przeszkadzały mi proporcje i zwalone tempo zabawy. Po ponad 20 godzinach moje wspomnienia kręcą się głównie wokół irytujących aktywności, przesadnym bieganiu po lokacjach i miałkiej fabuły. Stanowi to zdecydowanie większość przygody. Walka? No gdzieś tam była, ale została przyćmiona stertą gorzej wykonanych elementów. Szkoda, oczekiwałem czegoś znacznie lepszego.

Plusy:

  • Graficzna czołówka gier z Nintendo Switch
  • Świetna ścieżka dźwiękowa
  • System walki i legionów

Minusy:

  • Koszmarne aktywności poboczne
  • Tragiczna fabuła i bohaterowie
  • Proporcje walk w stosunku do reszty elementów gry

 

1 odpowiedź »

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s