Recenzje

MediEvil (PS4) – recenzja gry

Witajcie w Gallowmere moi mili! Krainie słynącej z upraw dyń i herosów zamieszkujących tę ziemię na przestrzeni setek lat. Jednym z takich bohaterów był Sir Daniel Fortesque, który 500 lat przed wydarzeniami z gry heroicznie poprowadził armię dzielnych wojowników przeciwko nieumarłej hordzie obłąkanego nekromanty Zaroka. Spektakularna bitwa o losy krainy skończyła się triumfalnym zwycięstwem kapitana Fortesque, a on sam przeszedł do legend jako utalentowany fechmistrz, który z niesłychaną gracją pozbawił życia szalonego czarnoksiężnika i uratował świat przed jego niedoszłą dyktaturą.

MediEvil_20191105231816

Nieliczni zdają sobie sprawę, że prawda wyglądała zgoła odmiennie. Owiany sławą rycerz był w rzeczywistości tchórzem, który upadł na placu boju, ginąc na samym początku potyczki od zabłąkanej strzały. Cóż, trzeba przyznać, że przynajmniej w kwestii marketingu mu się poszczęściło. Do czasu, bo zły czarownik powrócił i znów zbiera swoją armię żywych trupów. Los chciał, że omyłkowo przywrócił do życia także Sir Daniela, dając mu szansę na odkupienie i tym razem uczciwie zasłużenie na własne miejsce w Hali Bohaterów.

MediEvil zadebiutowało pierwotnie w 1998 roku i było nie lada wyzwaniem projektanckim dla ekipy, która stawiała pierwsze kroki w produkcji tytułów trójwymiarowych. Studio zaczynało jako twórcy niezależni, by ostatecznie trafić pod dach Sony. Japończykom bardzo spodobała się przedstawiona wizja i zanim się obejrzano, dosłownie po kilku spotkaniach z inwestorami, gra nabrała znacznie większego rozmiaru, odchodząc stopniowo od arcade’owych założeń i inspiracji Capcomowym „Ghost ‚n Goblins”.

Stało się to na rzecz bardziej przygodowego charakteru mającego w założeniach przywodzić na myśl cykl The Legend of Zelda (po latach przyznano, że chciano pójść jeszcze bardziej w tym kierunku). Tytuł był istnym polem treningowym dla autorów, którzy podczas procesu twórczego sięgali po beta wersje Crasha Bandicoota i Mario 64, aby poczuć się pewniej i sprawdzić, jak należy tworzyć gry w trójwymiarze. Ostatecznie przygody Sir Daniela wykroczyły daleko poza początkowe i skromne ambicje studia.

Widać to po rozgrywce, której choć uroku odmówić nie można, to jednak… czuć, że to dzieło żółtodziobów z okresu, gdzie trójwymiar dopiero raczkował. Toporne sterowanie, czy chaotyczna kamera niepotrafiąca nadążyć za ruchami gracza, a do tego problematyczna detekcja kolizji. Przez przeszło dwie dekady gry wideo przebyły na tym polu gigantyczną drogę, a wraz z nimi twórcy nabrali doświadczenia i w końcu rozwiązali bolączki wieku dziecięcego nowo poznanej przestrzenności. W tym wypadku mówimy jednak o tytule, który się na to nie załapał i tyczy się to również odświeżonego wydania.

MediEvil_20191117195240.jpg

Rozpoczynając przygodę z MediEvil na PS4 należy pamiętać, że nie jest to pierwszy remake przygód Sir Daniela. W 2005 roku MediEvil Resurrection zadebiutowało na przenośnej konsoli PSP. Gra została stworzona w pośpiechu (mniej więcej w rok) i w gruncie rzeczy bez udziału oryginalnych twórców. Darzę ją również sympatią i sentymentem, ale ogólnie rzecz ujmując — została przyjęta ambiwalentnie. Fani krytykowali odejście od pierwotnego klimatu na rzecz bardziej komediowej i baśniowej atmosfery. Narzekano również na nowo wprowadzone elementy i wycięcie paru rzeczy z pierwotnej wersji. Zmiany nie zostały przychylnie odebrane.

Dlatego też za punkt honoru Other Ocean ustanowiło wierność kultowemu pierwowzorowi. Do konsultacji zaproszono najważniejszych autorów oryginalnego MediEvil (między innymi Jaya Gunna odpowiedzialnego za znaczą cześć tego, czym właściwie były przygody Sir Daniela). Spodziewaliście się uwspółcześnienia formuły? Nic z tych rzeczy. To w większości dokładnie ta sama gra, która w 1998 roku pojawiła się na pierwszym PlayStation. Nieskomplikowane pod względem budowy lokacje nie pozwolą się zgubić, a system walki to właściwie dwa ataki na krzyż bez żadnego systemu combosów czy głębszych mechanik — ot proste machanie na oślep. Wierność tyczy się zarówno zalet, jak i wszelkich wad, które zostały spotęgowane przez upływ czasu. Czy to oznacza, że w branży nie ma już miejsca dla Sir Daniela i niepotrzebnie kolejny raz ściągnięto z niego gęste pajęczyny i warstwy kurzu?

Obecnie panuje moda na retro zapoczątkowana przez rewolucję gier niezależnych, a następnie coraz śmielej wkraczająca na poletko bardziej złożonych gier. Nostalgia i sentyment jest potężną bronią, więc nic dziwnego, że cała popkultura pęka w szwach od legendarnych powrotów i odniesień do lat dawnej świetności. Activision odświeżyło wiernie Crasha i Spyro. Playtonic przypomniało o stylu Banjo & Kazooie za sprawą Yooka-Laylee. Z kolei samo Sony coraz głębiej sięga do swojego dziedzictwa. Zaczęto od dobrze zremasterowanej trylogii Uncharted. Potem dostarczono leniwie przeportowane Patapony i Parappę, by następnie gruntownie odpicować legendarne Shadow of the Colossus i ostatecznie zatrzymać w krypcie Sir Daniela Fortesque.

Remake MediEvil robi dobrze to, co miał za zadanie dobrze robić. Dostajemy niemalże dokładnie tę samą grę, ale w mocno odpicowanej warstwie audiowizualnej. Całość została stworzona od zera. Wszelkie tekstury, modele, lokacje i animacje zbudowano od podstaw, aby prezentowały poziom współczesnych standardów. Co prawda w wielu momentach widać budżetowy charakter gry, więc nie możemy mówić o nadmiernym przepychu detali. Boli też taka sobie optymalizacja. Zapomnijcie o stałych 60 klatkach na sekundę. Pomimo że trudno tu mówić o wodotryskach technicznych, to twórcy nie byli wstanie okiełznać kodu, aby zapewnić magiczną wartość animacji. Ta na zwykłym PS4 lawiruje między 40 a 50 klatkami na sekundę. Obecnie po kilku łatkach tytuł nie ma aż takiego problemu ze spadkami, ale sporadycznie potrafią one wystąpić. Choć należy nadmienić, że pod tym względem i tak jest zdecydowanie lepiej niż w udostępnionej jakiś czas temu wersji demonstracyjnej.

MediEvil_20191120120630.jpg

Najważniejsze jednak, że zachowano ducha oryginalnej myśli artystycznej, wyciągając z niego jeszcze więcej uroku i szczegółów. Makabra w krzywym zwierciadle prezentuje się wybornie! Tytuł co rusz przykuwa wzrok widokami posępnego Gallowmere. Kraina skąpana w świetle księżyca zachwyca groteskowym charakterem, łącząc zgrabnie komedie z horrorem. Przygoda zabierze nas do różnorodnych miejscówek. Cmentarne lokacje charakteryzują się barwami eterycznej i przegniłej zieleni połączonej z fioletem, co świetnie ze sobą współgra i daje rzucający się w oko efekt. Wykrzywione budowle przywodzą na myśl Miasteczko Halloween, a klimat wylewa się z ekranu niezależnie od środowiska, do którego się udamy. Należy nadmienić, że odwiedzimy każdy zakątek Gallowmere. Od mrocznych mauzoleów, po opętane przez strachy na wróble pola obłąkanych farmerów, a kończąc na kryształowe jaskini zamieszkiwanej przez wygadanego smoka, czy obskurny szpital psychiatryczny. W kategorii gier atmosfera MediEvil jest w zasadzie jedyna w swoim rodzaju.

Cała otoczka wokół rozgrywki to najlepsze elementy gry. Piękna, orkiestralna muzyka symfoniczna w genialny sposób współgra ze scenami na ekranie. To, co niegdyś musiało zostać generowane przez wyobraźnie (w przypadkach wielu należy dodać „dziecięcą”) teraz ożyło za sprawą możliwości PS4. Co remake robi źle? Na ironię to właśnie wierność będzie dla części graczy barierą nie do przeskoczenia. Pod względem rozgrywki to ta sama gra, ale wydana 21. lat później. Biegamy po niewielkich lokacjach, siekając po drodze bezmózgie maszkary oraz zbierając runy pełniące rolę kluczy do dalszych etapów.

System walki nie został w żaden sposób uwspółcześniony. Kamera potrafi zirytować i gubić na elementach otoczenia. Po prostu nie nadąża za graczem i szaleje w ciasnych lokacjach. Sztuczna inteligencja przeciwników? Delikatnie mówiąc, „szczątkowa”. Etapy platformowe? O zgrozo! Jest po prostu surowo, ale parę rzeczy poprawiono. Przede wszystkim sterowanie — jest lepsze, reaguje z mniejszym opóźnieniem. Zmieniono delikatnie fizykę i hitboksy przeciwników. Reagują oni inaczej na nasze uderzenia, a mianowicie w mniejszym stopniu odlatują po zaatakowaniu. Kosmetyka? Pewnie, że tak. To w dalszym ciągu archaiczna i miejscami mocno toporna gra, która najbardziej przypadnie do gustu osobom tęskniącym za oryginalnym doświadczeniem lub fanatykom szeroko pojętej „szkoły retro”.

Nowa zawartość? Pod koniec gry możemy uwolnić ze skrzyni zagubione dusze, które pełnią rolę nowego rodzaju znajdziek. Wykonując dla nich proste przysługi i zanosząc w odpowiednie miejsce, możecie liczyć na bardzo przyjemny bonus w postaci oryginalnej wersji gry z 1998 roku. Stanowi to kolejny miły ukłon w stronę klasyki. To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o nowości i wydłużenie przygody, a ta do najdłuższych nie należy i zamyka się w mniej więcej sześciu godzinach (na wyciśnięcie wszystkich soków trzeba przeznaczyć 10h).

MediEvil_20191119144403

Staroszkolny charakter MediEvil odebrałem niczym detoks! Współczesne gry nazbyt silą się w mniejszym lub większym stopniu na realizm i filmowość. Brakowało mi swoistej umowności dawnych tytułów. Lokacje typu machina czasu, gdzie przeszkodę stanowiły zegary pełne oczu i ostrzy wyglądały niczym żywcem wyciągnięte z Alicji w Krainie Czarów. Ta prostota, dla wielu zapewne postrzegana jako minus, była dla mnie bardzo odprężającym doświadczeniem i miłą wyprawą w przeszłość. Po latach bawiłem się równie dobrze, co będąc dzieckiem ledwo rozumiejącym, w co właściwie gra. Dużo tutaj skakania, machania mieczem i wykonywania niewymagających zagadek o niezobowiązującym charakterze — tylko tyle i aż tyle. Jeśli oczekujecie czegoś więcej, to nie macie czego tutaj szukać.

Nowe MediEvil jest na wielu płaszczyznach prostackie i toporne dokładnie tak, jak to miało miejsce 21 lat temu. Dało się to odświeżyć lepiej? Pewnie, że tak, ale wiązałoby się z silnym przemodelowaniem trzonu gry, wymagałoby też większego nakładu finansowego. Sony wolało pójść w bardziej oszczędny środek i zaserwowało istny fanservice dla najwierniejszych fanów, którzy zagrywali się w tego klasyka przeszło dwie dekady temu. Mnie to usatysfakcjonowało i jestem bardzo zadowolony z efektu, a jedyne co mi przeszkadza… to fakt, że nie dostaliśmy kolekcji z drugą, nieco bardziej zapomnianą, odsłoną. Cóż, z drugiej strony całość kosztuje zauważalnie niższą kwotę, więc mimo wszystko uważam to za sprawiedliwą decyzję.

Plusy

  • Retro charakter rozgrywki
  • Groteskowa atmosfera
  • Różnorodne i klimatyczne lokacje
  • Piękna, symfoniczna muzyka
  • Cena

Minusy

  • Problematyczna kamera
  • Dla wielu – surowość i archaiczność rozgrywki
  • Detekcja kolizji przy etapach platformowych
  • Nieruszony system walki
  • Nienajlepsza optymalizacja

2 odpowiedzi »

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s